(+18, wulgaryzmy) Czytasz na własną odpowiedzialność!!!
*Oczami Brooklyn*
Co ja tu robię?
Jak ja się tu znalazłam?
I przede wszystkim gdzie ja jestem?
Ocknęłam się w jakimś luksusowym pokoju pomalowanym na czerwono. Na środku pokoju stało ogromne czerwone łóżko z baldachimem, na którym leżałam.
Ręce i nogi miałam przykute do łóżka. Ten pokój wyglądał jak wyciągnięty z jakiegoś filmu pornograficznego. Na komodzie po mojej prawej stronie obok wszelkiego rodzaju zabawek erotycznych stała jakaś profesjonalna kamera, która w dodatku była włączona. Jakiś psychol pewnie mnie teraz obserwował. Byłam przerażona. Do tej pory takie rzeczy widziałam tylko w filmach, a tym czasem sama wpadłam w taką sytuację.
"O boże Justin! Co się z nim teraz dzieje? Czy jego też porwali? Przecież on jest gangsterem to pewnie dlatego się tutaj znalazłam. Ale on chyba nie dał się złapać... Ale czy on w ogóle wie że zniknęłam? Czy martwi się o mnie? O nie a może to pułapka a ja jestem przynętą? A Jeff? Czy on też wie że mnie nie ma? A może oni wiedzą ale nawet nie chcę mnie szukać?"
Tysiące różnych myśli chodziło mi po głowie gdy nagle drzwi się otworzyły. W drzwiach stanęła wysoka plastikowa blondyna.
- Widzę że już wstałaś kwiatuszku - powiedziała zamknęła drzwi i podeszła do łóżka.
- Kim ty jesteś? Co ja tutaj robię? Gdzie jestem? - zaczęłam zadawać pytania mimo iż bałam się że to pogorszy moją sytuację.
- Spokojnie słoneczko nie gorączkuj się tak. - próbowała mnie wyprowadzić z równowagi.
- Nie mów tak do mnie. - i udało się jej to.
- Awww drapieżna kocica takie lubię. - odparła jak rasowy gwałciciel.
- Pierdol się. - odparłam bez zastanowienia.
- Właśnie zamierzam to zrobić tylko najpierw musimy się przebrać kochanie. - ona chyba nie mówi poważnie?!?!
Podeszła do komody i wyciągnęła z niej strój policjantki i czerwone stringi oraz gorset do kompletu. Zaczęła zdejmować z siebie skąpe ciuszki i przebrała się w strój policjantki.
Podeszła do mnie i dopiero teraz się zorientowałam że leżę nago. Ubrała mi gorset i odkuła najpierw jedną nogę później drugą żeby ubrać mi stringi. Po czym szybko zakuła mnie z powrotem. Próbowałam ją kopnąć ale była chyba doświadczona, bo za każdym razem uniknęła mojego kopniaka. Usiadła na mnie okrakiem. Wzięła pałkę do ręki i zaczęła mnie nią miziać.
- Ktoś tu chyba był niegrzeczny prawda? - zapytała napalona.
- Spierdalaj. - odparłam.
- Oj nie ładnie nie ładnie trzeba Cię ukarać. - powiedziała.
Zeszła ze mnie. Podeszła do komody i wzięła pejcz. Uderzyła mnie nim trzy razy po nogach. Ból był nie do opisania. Już chyba wolę żeby mnie zgwałciła.
- Przeproś. - rozkazała.
- Przepraszam. - odpowiedziałam z niechęcią.
- Ładniej. - rozkazała po czym uderzyła mnie raz jeszcze.
- Przepraszam kochanie - powiedziałam seksownie żeby tylko jeszcze raz mnie nie uderzyła.
- No widzisz jak chcesz to potrafisz maleńka. - powiedziała wyraźnie rozochocona a mi chciało się żygać.
Znów podeszła do komody. Odłożyła pejcz i wzięła ogromne różowe dildo.
Wskoczyła na łóżko zsunęła mi stringi i wsadziła go tak, że przebiła mi błonę dziewiczą. Zaczęłam płakać z bólu, ale nie tylko z tego fizycznego również z bólu psychicznego. Teraz wiedziałam że lepiej było jak mnie biła. Przysięgałam sobie ze nie oddam mojej cnoty byle komu, a jakaś dziwka od tak sobie ją zabrała. Czułam się okropnie. Na moje szczęście ktoś ją zawołał. Ona wkurzona zeszła ze mnie i powiedziała:
- Spokojnie skarbie jeszcze z tobą nie skończyłam. - i wyszła.
Czułam się brudna. Totalnie bez życia. Leżałam tam naga i zakrwawiona przez jakieś pół godziny po czym usłyszałam jakieś krzyki. Nagle drzwi się otworzyły. Do środka wszedł jakiś młody szatyn.
Bez słowa zaczął zdejmować ciuchy. Zaczęłam płakać. On się tym nie przejmował był pewnym siebie egoistą. Ściągnął ze mnie gorset, który wcześniej ubrała mi ta dziwka. Próbowałam się wyrwać. Walczyłam ile sił, ale niestety byłam skuta. Mój oprawca zaczął mnie całować, bawił się moimi piersiami, aż w końcu wsadził mi go tak gwałtownie, że znów polała się krew. Jak skończył ubrał się i bez słowa wyszedł. A ja znów leżałam naga i brudna. Byłam w jeszcze gorszym stanie niż wcześniej. Z tych nerwów zemdlałam. Ocknęłam się słysząc jakieś strzały. Po chwili do pokoju ktoś wpadł. Nie wiedziałam kto to, bo zamknęłam oczy. Nie chciałam widzieć następnego oprawcy. Poczułam szarpnięcie za nogę, później za drugą i za ręce. W końcu odważyłam się otworzyć oczy.
- Masz skarbie okryj się i chodź. - powiedział Justin podając mi jakiś kocyk. Mój Justin.
Przyszedł po mnie. Uratował mnie. Nie zapomniał o mnie.
Nie miałam siły się ruszyć, więc Jay okrył mnie szczelnie tym kocykiem i wziął mnie na ręce.
- Jeff osłaniaj nas wezmę ja na ręce, bo nie kontaktuje.
- Okej.
I znów zemdlałam.
****************************************
Przepraszam was kochani!
Miałam chwilowy brak weny i czasu, ale już wróciłam i mam nadzieję, że rozdział się podobał.
Do następnego ;)





